happy family

Medycyna mitochondrialna a nowotwory

Badania stanęły w miejscu kilkadziesiąt lat temu – i prawdopodobnie nie pójdą do przodu, w każdym razie nie dopóki koncerny farmaceutyczne nie przestaną kontrolować tego, jakie badania się wykonuje – i nie przestaną zarabiać miliardów na braku lekarstwa. Opracowanie skutecznej i taniej terapii oznaczałoby upadek najbogatszych i najpotężniejszych korporacji na tej planecie. Ktoś mógłby powiedzieć – ale przecież pracownicy korporacji sami mogą zachorować, czemu mieliby nie szukać? Mają gdzieś ukryte lekarstwo? Nie, to nie tak. Korporacje są strukturami niezależnymi od poszczególnych jednostek, ewoluują niczym organizmy – te, które nie mają bezwzględnego kierownictwa całkowicie oddanego zarabianiu pieniędzy, nie przetrwają na rynku.

Nikt na dobrą sprawę nie szuka leku na raka, za to bardzo wiele osób jest aktywnie zaangażowanych w zwalczanie wszelkiego rodzaju terapii alternatywnych. Miliony osób na całym świecie słyszy od lekarzy, że nie mają najmniejszych szans – ale jednocześnie przekonuje się ich, żeby nie próbowali żadnych terapii alternatywnych, bo są one niesprawdzone i nie wiadomo, czy działają. Gdzie tu sens, gdzie logika?
Co grozi człowiekowi, który ma wyrok śmierci i spróbuje nie działającej terapii? Umrze od tego bardziej?

Tymczasem sposób odnalezienia leku na raka znany był już przynajmniej od roku 1956, gdy niejaki Otto Warburg, laureta Nagrody Nobla opublikował swoją pracę, w której wykazywal, że komórki nowotworowe wytwarzają energię beztlenowo (1). Według niego wystarczy przywrócić im zdolność oddychania, albo wręcz zmusić je do niego – i odzyskają one wtedy zdolność apoptozy, czyli popełnienia samobójstwa.
Już wtedy zbijano majątki na handlu chemioterapią, wiec hipotezę Warburga odrzucono – bez sprawdzania, bez zagłębiania się w nią, po prostu go wyśmiano. Co się będzie noblista do interesów wciskał.

Wszystko zostało ładnie zapomniane, dzieło Warburga spoczywało zakurzone na dnie bibliotek, aż do roku 2007, gdy niejaki dr Michelakis, zafascynowany teorią Warburga – spróbował co się stanie, gdy do hodowli tkankowych nowotworów (2), a także do wody podawanej myszom (3) z wszczepionymi nowotworami poda się kwas dichlorooctowy (DCA) – substancja znana z pobudzania mitochondriów, a tym samym z wymuszania prawidłowego oddychania.
Efekty przeszły najśmielsze oczekiwania. DCA okazał się błyskawicznie działającym, kosztującym grosze i nie mającym żadnych skutków uboczych lekiem na raka. Myszy zdrowiały, nowotwory w hodowlach przestawały być nowotworami, bez względu na to, czy to był rak płuc, mózgu, prostaty czy trzustki, na wszystkie działało jednakowo. Mamy lek na raka?

Nie tak od razu. A w zasadzie to najlepiej w ogóle. Do przeprowadzwenia prób, potrzeba wielu milionów dolarów.

Tak to mniej więcej wyglądało, żadna firma która produkuje leki, czy to duże koncerny czy małe przedsiębiorstwa, nikt z tych, którzy z każdej reklamy krzyczą że dbają o nas, że im na nas zależy – nikt nie chciał sponsorować prób (5), co więcej – zlikwidowano wszystkie witryny internetowe, poprzez które prowadzono sprzedaż kwasu dichlorooctowego, w zasadzie stał się towarem niemal niemożliwym do kupienia (6).

Dopiero wielotysięczne demonstracje chorych a także datki wpłacane przez bogatych ludzi umierających na raka pozwoliły na zasponsorowanie prób klinicznych. Obecnie są one prowadzone, wstępne badania dały niezłe rezultaty, ludzie żyli dłużej, niektórzy zdrowieli, ale dalej sporo umierało (4).

Czemu tak się stało? Dlaczego środek, który tak skutecznie, chciałoby się powiedzieć – cudownie – leczył raka u myszy, nie działa tak samo u ludzi? I tu pojawia się medycyna mitochondrialna. Dr Michelakis podszedł do sprawy „po lekarsku”, próbował lekiem zmusić do czegoś organizm, patrząc tylko na ten lek. Dziś nie przyjmuje się do wiadomości, że organizm ludzki to całość – i nie można leczyć tylko wątroby, albo tylko serca. Jeśli cos się psuje, to jest tego przyczyna. Pomimo tego, że wyszedł poza schemat, narażając się na śmieszność wykazał, że Warburg miał rację, a wszyscy pozostali naukowcy, co do jednego – mylili się, dalej nie potrafił zauważyć głównego problemu. Myszy miały sztucznie wszczepiony nowotwór, one nie zachorowałyby same z siebie. Ludzie zachorowali. Dlaczego?

Odpowiedź jest oczywista, ale jakoś umyka ona wszystkim niemal, którzy zajmują się medycyną. Dawno temu Koch udowodnił, że choroby zakaźne są wywoływane przez wirusy i bakterie. I to pokutuje do dziś w medycynie. Pod koniec życia Koch zrozumiał, jak strasznie się pomylił – niestety, jego błąd został i tkwi w każdym naukowcu. Wirus czy bakteria nie wystarczy. Muszą być spełnione dwa warunki – kontakt z patogenem oraz osłabienie odporności – z czego ten drugi jest znacznie ważniejszy. Zamiast szukać sposobów i szczepionek na przeciw tysiącom różnych patogenów, starczy podnieść odporność – i będzie się zabezpieczonym przed wszystkimi, z wyjątkiem kilku, na których można się wtedy spokojnie skupić.

MITOCHONDRIA !

Podobnie jest w przypadku nowotworów, tyle że w tym wypadku nie było to osłabienie odporności – ale zasada jest ta sama. Michelakis patrzył na lek, nie patrzył na człowieka. A to właśnie tam zaczął się cały problem – mitochondria przestały pracować. Powodem były nawarstwiające się niedobory pokarmowe. Myszy ich nie miały, ich organizmy były wysycone substancjami umożliwiającymi oddychanie komórkowe Same z siebie nie zapadłyby na raka. Ludzie których badano zachorowali, bo mieli ich poziom bardzo niski. Podanie im DCA niewiele zmieniło – nie miał on co pobudzać do pracy.

Sukces w walce z nowotworami zależy w dużej mierze od tego, czy uda się pobudzić mitochodria. Dr Michelakis robił to kwasem dichlorooctowym – i nie odniósł zbyt spektakularnego sukcesu, ludzie dalej umierali, tyle że rzadziej i wolniej. Owszem, można wykorzystać tę substancję (swoją drogą praktycznie niedostępną na rynku, czy to w Polsce czy za granicą), ale podejrzewam, że efekt będzie podobny – zdziwienie i złość, czemu nie działa.

Nie działa, ponieważ mitochondria wymagają do swojej pracy szeregu substancji. Nie ma ich w organizmie chorego – gdyby były, nie zachorowałby. Właściwa metoda to ich forsowne uzupełnienie – wtedy i tylko wtedy mają one szansę swobodnego odżywiania się przy pomocy tlenu.

KOENZYM Q10

Najważniejszym chyba suplementem będzie koenzym Q10. Już w 1998 roku odkryto to, co opisałem wyżej – że toniedobory substancji odpowiedzialnych za oddychanie komórkowe stoją u podłoża nowotworów. Wykazano wtedy, że kobiety chorujące na raka piersi nie tylko mają znacznie niższy poziom Q10, ale też te z najniższym mają najmniejszą szansę na przeżycie (10). Dość głośny był przypadek suplementacji koenzymem Q10 kobiet z zaawansowanym rakiem piersi. W jednym z badań otrzymywały one 90 mg dziennie, z niezłymi – ale nie rewelacyjnymi – wynikami. W pewnym momencie jedna z kobiet zdecydowała się na własną rękę zwiększyć dawkę do 390 mg. W ciągu miesiąca guz przestał być wyczuwalny podczas badania, a po następnym – również mammografia nie była w stanie wykryć żadnych zmian. Widząc to, kolejna kobieta w badanej grupie zwiększyła dawkę na własną rękę, do 300 mg. Jej guz również bardzo szybko znikł, wraz z nim – wszelkie przerzuty (11). Wielokrotnie opisywano przypadki nietypowego przedłużenia życia albo cofnięcia choroby po zastosowaniu koenzymu (12).

Wiadomo również, że podanie koenzymu Q10 zwierzętom chorym na raka znacząco zwiększa ich szanse przeżycia, czasem nawet całkowicie cofając chorobę, w stopniu wprost proporcjonalnym do dawki preparatu (13).

A co więcej, ma on naprawdę potężne działanie chroniące przed skutkami ubocznymi chemioterapii – niemal całkowicie likwiduje ryzyko uszkodzenia serca (14)(15). W przypadku tak ciężkiej choroby istotna jest szybkość i siła działania – dlatego warto zainwestować w Q10 w formie ubichinolu – znacznie lepiej przyswajalny i z o wiele lepszą biodostępnością.

KWASY OMEGA 3

Inny, niezwykle ważny – kwasy omega 3. Jest to suplement „długofalowy” – stopniowo wysyca się nim organizm. Niedobory rozwijaja się przez całe lata, ale na efekty ich uzupełniania trzeba czekać miesiącami. Omega 3 wchodzą w skład błony komórkowej, ich niedobór utrudnia przenikanie przez nią składników odżywczych.

Myszy z rakiem piersi po podaniu omega 3 miały znaczne spowolnienie namnażania komórek nowotworowych a także w niektórych przypadkach po prostu zanik guzów, w stopniu wprost proporcjonalnym do dawki (17). EPA, kwas obecny w suplementach (ale nie w oleju lnianym) znacząco opóźnił rozwój komórek nowotworowych raka jelita grubego (18).

Podobne wyniki dały badania nad rakiem prostaty – myszy z przewagą omega 3 w diecie miały jego rozwój kilkukrotnie spowolniony (19).

W przypadku czerniaka złośliwego – jednego z najszybciej zabijających nowotworów – wpływ omega 3 został przez naukowców określony jako „dramatyczny” (20).

Istotny jest zakup suplementu wysokiej jakości – powinien być wykonany z drobnych ryb z połowów dalekomorskich, a także wytworzony z zachowaniem odpowiednich norm – w przeciwnym wypadku sporo kwasów tłuszczowych zostanie utleniona, zamiast pomagać mogą wręcz zaszkodzić.

CYNK

Cynk działa na dwa spsooby. Po pierwsze, wzmacnia system odpornościowy. Myszy do badań nad nowotworami muszą mieć genetycznie osłabioną odporność, inaczej zwalczą raka. Współczesna medycyna idzie w kierunku osłabiania organizmu pacjenta i jego odporności, a może powinno się spróbować w drugą stronę? Po drugie, oczywiście, pobudza aktywność tlenową komórki. Ciężko przecenic znaczenie cynku. W jednym z badań osoby z najniższym poziomem mieli ponad pięciokrotnie wyższe ryzyko zachorowania na raka, w porównaniu do osób z poziomem najwyższym (16).

WITAMINA D3

Praktycznie wszyscy mamy niedobory witaminy D3 w zimie – zresztą to właśnie one odpowiadają za coroczną epidemię grypy, osoby suplementujące nawet niewielkie dawki przestawały chorować (21)(22).
Jej niedobór rozregulowuje układ odpornościowy,
do tego stopnia, że nie potrafi on skutecznie zwalczać zagrożeń, nawet astma czy schorzenia autoimmunologiczne zależą przynajmniej częściowo od niedoborów (23).

Szereg badań nad różnymi typami nowotworów wykazał, że suplementacja zmniejsza ryzyko zachorowań około dwukrotnie (24)(25)(26), pomimo stosowania bardzo niskich dawek.

Nikt nie sprawdzał co się stanie z ryzykiem raka czy z już istniejącą chorobą, gdy poda się takie dawki, jakie normalnie produkuje ciało ludzkie gdy się opalamy – czyli kilka tysięcy IU dziennie.

Wiadomo tylko, że takie dawki nie mają żadnego działania toksycznego, znacznie podnoszą odporność i samopoczucie – a także sprawiają, że udaje się osiągnąć normalny poziom D3 we krwi również zimą (27).

Dawki określane przez lekarzy jako „odpowiednie” nie potrafią tego dokonać, co wykazano badaniami (27), mimo to ciągle się je zapisuje – nie wiadomo, czy z powodu swoistej bezwładności nauki i niechęci zmiany, czy może ze strachu przed tym, że ludzie przestaną chorować i płacić za leki…

Biorąc pod uwagę powagę zagrożenia, jakim jest nowotwór, głupotą byłoby nie brać witaminy D w dużych dawkach, skoro wielokrotnie wykazano, że chroni ona przed rozwojem raka. Nie ma co czekać na badanie które sprawdzi, czy zwalcza ona również raka już istniejącego, bo możemy go po prostu nie dożyć.

SPIRULINA

Kwas gamma linolenowy, obecny między innymi w spirulinie spowolnił rozwój raka wątroby o niemal 90% (28). Wykazano też, że rozwój czerniaka jest wręcz uwarunkowany niedoborem tego kwasu (29). Eksperymentalne podawanie jego soli znacząco przedłużyło czas życia chorych (30).

SELEN

Selen od dawna był wiązany z rakiem – i faktycznie dokładne badania wykazały, że mężczyźni z najniższym poziomem selenu trzykrotnie częściej chorowali na raka prostaty niż ci z najwyższym (31). Suplementacja zmniejszyła ryzyko zachorowań w grupie badanych o kilkadziesiąt procent (33). W Polsce niedobory są powszechne (32), podobnie jak przy witaminie D – nie wiadomo, czy suplementacja przy już istniejącym nowotworze przyniesie rezultaty, ale coś mi mówi, że żaden chory nie chciałby siedzieć spokojnie i czekać, aż przeprowadzi się odpowiednie badania…

Nowotwór to wyścig z czasem, trzeba stosować wszystkie możliwe metody. Przywrócenie prawidłowej fukncji mitochondriów to podstawa, ale warto równolegle robić inne rzeczy o wykazanej skuteczności.

Stowarzyszenie Medycyny Mitochondrialnej poleca:

Quinomit_50
Zobacz w sklepie

Quinomit Q10 fluid

Najbardziej zaawansowana naukowo i technologicznie forma płynna koenzymu Q10 w postaci nanocząsteczek. Dzięki swojej płynnej formie QuinoMit®Q10 fluid jest natychmiast przyswajalny bezpośrednio przez śluzówkę jamy ustnej...

Zobacz w sklepie
Cynkomit MSE
Zobacz w sklepie

Cynkomit MSE

Zawiera cynk w skoncentrowanej formie, który jest szczególnie dobrze przyswajalny i bardzo dobrze tolerowany. Cynk jest wielokrotnie związany z aminokwasem glicyną (w kompleksie z chelatem) i stoi w centrum tego kompleksu...

Zobacz w sklepie
EnzOmega_MSE
Zobacz w sklepie

EnzOmega MSE

Zawiera kwasy omega 3 w idealnych proporcjach, proces destylacji molekularnej zapewnia najwyższą czystość i jakość preparatu bogatego w kwasy omega-3 o najwyższej bioaktywności...

Zobacz w sklepie
Witamina_D3_MSE
Zobacz w sklepie

Witamina D3 MSE

W 100% naturalna witamina D3 izolowana z lanoliny (wosku zwierzęcego znajdującego się w owczej wełnie) - wytworzona pod wpływem słońca - dzięki temu 70% lepiej przyswajalna niż inne formy.

Zobacz w sklepie
Selen_MSE
Zobacz w sklepie

Selen MSE

Naturalny preparat w postaci L-Selenometioniny pozyskany z mikroalgi spiruliny platensis...

Zobacz w sklepie