healthy trail runningW epoce „globalnej wioski” sport nabrał całkiem nowego znaczenia. Dawniej, aby wybić się w rywalizacji, wystarczyło być najlepszym w swojej miejscowości czy regionie. Oznaczało to konieczność wygrania rywalizacji w której uczestniczyło kilkadziesiąt, góra kilkaset osób. Dziś mamy telewizję, gazety a przede wszystkim internet. Regionalne zawody odchodzą stopniowo do lamusa. Mało kogo już zainteresuje, że jesteśmy najlepsi w promieniu kilkunastu kilometrów – a to dlatego, że nasi sąsiedzi częściej słyszą o tym, co dzieje się w Paryżu, Londynie czy w Moskwie, niż o tym, co dzieje się na sąsiedniej ulicy. Ludzie interesujący się sportem, czy to aktywnie go uprawiający, czy po prostu lubiący sobie popatrzeć, znacznie częściej oglądają zawodników klasy światowej mieszkających na drugim końcu świata, niż całkiem czasem niezłego sportowca mieszkającego w sąsiedniej klatce schodowej.

Konsekwencją jest potworne wyśrubowanie poziomu, który trzeba osiągnąć, aby mówić o „sukcesie”. Jeśli dodać do tego fakt, że obecnie każdy w kilka sekund może dotrzeć do opisu metod i sekretów treningowych najlepszych instruktorów, co wcześniej wymagało wielu, wielu lat wyrzeczeń i intensywnych treningów aby dostać się pod ich opiekę, jeśli dodać fakt stosowania środków dopingujących przez praktycznie 100% zawodników z czołówki, na dodatek środków do których przeciętny amator nie ma dostępu – widać jak na dłoni, jak potężne wyzwanie stoi przed kimś, kto planuje w jakikolwiek powiązać swoją przyszłość ze sportem, chociażby na poziomie całkowicie amatorskim.

Aby cokolwiek osiągnąć, trzeba spełnić wiele warunków. Trzeba przede wszystkim mieć dobre geny, ale to jest poza naszą kontrolą. Trzeba w dzieciństwie dobrze się odżywiać a także mieć zapewnioną odpowiednią ilość ruchu, co też niestety nie jest zależne od osoby, która z reguły dopiero wkraczając w wiek młodzieńczy mgliście wie, co będzie chciała robić. Konieczna jest odpowiednia dieta, a na poziomie mistrzowskim, niestety, ale trzeba mieć geny pozwalające organizmowi odpowiednio reagować na środki dopingujące.

Należy odpowiednio dobrać sobie program treningowy – co jest wbrew pozorom sporym wyzwaniem. Pomimo tak łatwego dostępu do bazy wiedzy o treningu, trzeba pamiętać o tym, że co musi zrobić jedna osoba aby osiągnąć sukces, tego drugiej już zrobić nie wolno. Trenerzy w polskich klubach sportowych często żyją jeszcze w średniowieczu, a co gorsza – w Polsce pokutuje mit sukcesu sportowego jako wyznacznika umiejętności. Wyżej ceni się opinię człowieka, który wygrywał zawody, ale ukończył jedynie podstawówkę, niż kogoś kto ma stopień doktorski w dziedzinie powiązanej z treningami, ale sam nie ma żadnych sukcesów. Tymczasem jedyną zasługą tego pierwszego jest to, że urodził się z dobrymi genami. Do tej pory pamiętam z jakim niedowierzaniem czytałem polskie fora biegowe, na których w działach treningowych czytelnicy z szeroko otwartymi ustami chłonęli każde słowo ludzi wygrywających swego czasu zawody.
Osoby próbujące przekonywać, że przecież na całym świecie trenuje się inaczej, że to kompletnie niezgodne z nauką, że badania wykazały coś innego – były wyśmiewane i uciszane. Przecież Mistrz przemówił. I w ten sposób człowiek który potrafił jedynie szybciej przebierać nogami od innych układał ludziom diety, zaś rady dyplomowanych dietetyków były ignorowane.

I tu dochodzimy do kolejnego warunku, diety. Ona często decyduje o być albo nie być sportowca. Niestety, tutaj też najczęściej popełnia się największe błędy. Producenci odżywek białkowych zasypują fora internetowe i branżowe czasopisma informacjami o tym, że im więcej białka, tym lepiej. Często się powołują na badania w których analizowano „bilans azotowy”, tyle że stosowano w nich metody z czasów, gdy Ziemia była jeszcze płaska. Tymczasem w badaniach z prawidłową metodologią, 1,8 grama białka na kilogram masy ciała jest górnym limitem, ponad który dalsze zwiększanie jego ilości tylko szkodzi (1)(2)(3). Należy podkreślić, że badano zarówno początkujących kulturystów z dużym zapotrzebowaniem na białko, jak również zawodników klasy światowej, trenujących kilka godzin dziennie przez 6 dni w tygodniu, zaś spożycie białka 1,8 grama na kg masy ciała nawet w tak elitarnych grupach przynosiły pozytywne efekty jedynie u nielicznych, większość z nich miała ten górny limit znacznie niżej, w okolicach 1,4 grama.
Co z tego w praktyce wynika?
Otóż jedynie skrajni weganie, którzy nie spożywają w ogóle jajek, mleka i serów mają mniejszą ilość białka w diecie – a i to pod warunkiem, że mają słabo ułożoną dietę, bez fasoli czy soi. Nawet wegetarianie, nie jedzący w ogóle mięsa zwierząt lądowych czy ryb, mają w diecie więcej białka. Młodzi sportowcy, przytłoczeni propagandą probiałkową boją się niedoborów, jedzą duże ilości produktów wysokobiałkowych – mięsa czy nabiału. Smutne i śmieszne zarazem jest to, że walcząc z nieistniejącym niedoborem białka, doprowadzają swoje organizmy do niedoboru całego szeregu innych składników odżywczych. Witaminy, sole mineralne, polifenole, bioflawonoidy, beta glukany, fosfatydyle, inozytol i wiele, wiele innych mniej lub bardziej istotnych części składowych pożywienia można znaleźć głównie, a niekiedy wyłącznie w roślinach.
Organizm ludzki jest zbiorem niezwykle skomplikowanych procesów, najpoważniejszym błędem jest wybieranie jakiegoś jednego z nich i wzmacnianie go dietą, suplementem czy treningiem, bez uwzględnienia pozostałych. Przykładem takiego błędu są diety nisko węglowodanowe. Niektórzy sportowcy stosują je w celu zmniejszenia tkanki tłuszczowej i jednoczesnego zwiększenia mięśniowej, ale jako że efekt w porównaniu do zwykłej diety na niewielkim deficycie energetycznym jest znikomy, prawdopodobnie częstym powodem stosowania tego modelu odżywiania jest fakt, że pozwala on na jedzenie pokarmów, które najzwyczajniej w świecie są smaczne. Organizm wpada wtedy w kwasicę ketonową, co faktycznie pozwala spalić odrobinę więcej tłuszczu niż przy zwykłej diecie redukcyjnej. Jest to jednak pułapka wynikająca z błędnego myślenia o pojedynczym procesie. Stan kwasicy w niszczący sposób wpływa na cały organizm, długofalowo upośledzając pracę wątroby, nerek, kości i całego układu hormonalnego. Kilkunastodniowy sukces prowadzi do wielomiesięcznego, a czasem nawet wieloletniego pogorszenia efektywności treningów.

Złotą zasadą jest, że dieta jest tym zdrowsza, im więcej w niej naturalnych pokarmów człowieka. Naturalne zaś jest dla nas wszystko to, co jesteśmy w stanie spożyć bez użycia jakichkolwiek narzędzi. Są to przede wszystkim surowe warzywa oraz owoce, ewentualnie możliwie mało przetworzone ryby. Rzuca to pewne światło na sukces biegaczy z Kenii i z Etiopii. Są to obecnie najlepsi sportowcy na świecie – żadna inna grupa ludzi tak całkowicie nie zdominowała ważnej dyscypliny sportowej.
W biegach długodystansowych na metę przybiegają Kenijczycy i Etiopczycy, potem długo, długo nikt, a potem dopiero zjawia się reszta świata. Biegacze ci mają jedną wspólną cechę – w ich diecie 80% kalorii pochodzi z węglowodanów, głównie z razowej mąki kukurydzianej, praktycznie w ogóle zaś nie zawiera mięsa. Białko i tłuszcz stanowią tam zaledwie po około 10%.
Przez miliony lat nasi przodkowie umierali z głodu, dlatego ogromnie smakują nam pokarmy wysokobiałkowe i wysokotłuszczowe – pozwalają one na zmagazynowanie wielkich ilości energii, co pozwala przeżyć okres głodu. Nigdy też w milionowej historii naszego gatunku, aż do ostatnich kilkudziesięciu dosłownie lat, nie mieliśmy okazji odżywiać się ciągle w ten sposób – dieta nasza składała się głównie z węglowodanów.
Teraz białka i tłuszczu mamy pod dostatkiem – ale efektem obżerania się jest jedynie otyłość i choroby, nikogo obżarstwo już nie ratuje od śmierci z głodu w zimie. Nasi rodzimi biegacze mają dietę w której węglowodany stanowią około 40%, zaś tłuszcz i białko – po 30%. Jest ona skrajnie różna od diet mistrzów olimpijskich. Owszem, jest dużo smaczniejsza, ale w czasie gdy organizmy naszych lekkoatletów walczą z ciężkostrawnym posiłkiem, organizmy Kenijczyków i Etiopczyków mogą wykorzystać pokarm do treningu.
Niestety, ale nasi „mistrzowie” nie wyciągają wniosków z tej lekcji. Zamiast skopiować skromną, niesmaczną ale skuteczną dietę Kenijskich czempionów, obżerają się i narzekają na to, jak niesprawiedliwie los ich pokarał białymi genami.

Co prawda niedawno na jednym z portali biegowych pojawił się artykuł – wspominki naszego lekkoatlety który pojechał do Kenii trenować. Zrobił badania krwi przed pobytem oraz po nim. Efekt był naprawdę niesamowity, na przykład poziom ferrytyny zwiększył się trzykrotnie (4), ale z tego co się zorientowałem, nikt nie spróbował skopiować diety mistrzów. Zamiast skupić się na najbardziej oczywistej, wręcz gryzącej w oczy różnicy – trzy razy mniej kalorii z białka, trzy razy mniej tz łuszczu, dwa razy więcej z węglowodanów – ludzie zaczęli analizować skład jakiejś potrawy, doszukując się w niej tajemniczego składnika zapewniającego sukces. Pokazuje to, jak głęboko tkwi w nas instynkt objadania się.
Dochodzimy do ostatniego, ale może i najważniejszego elementu – suplementów diety. Jeśli dwaj zawodnicy mają identyczne geny, identyczny trening i dietę – wygra ten, który ma lepiej dobrane suplementy.
Czasem różnica może być naprawdę porażająca, pamiętam jak kiedyś ułożyłem zestaw suplementacyjny dość obiecującemu, ale jednak przeciętnemu biegaczowi. Po zaledwie dwóch miesiącach poprawił wyniki na tyle, że mógł zacząć startować w poważnych zawodach. Nie będę się rozpisywał o rzeczach powszechnie znanych, takich jak kreatyna, skupię się na tych słabiej rozreklamowanych.

KOENZYM Q10

Wypada zacząć od rzeczy najważniejszych – koenzymu Q10. Każda komórka mięśniowa jest mini-silnikiem, spala ona energie, kurcząc się i produkując niewielką ilość ciepła. Proces spalania odbywa się w drobnych organach, zwanych mitochondriami. To od ich ilości w komórce zależy to, jak efektywnie będzie ona działać, a koenzym jest najważniejszym elementem umożliwiającym ich prawidłowe funkcjonowanie. Nadmierne przeciążenie tych drobnych organelli powoduje uszkodzenie mięśni, co zwiększa czas regeneracji, zmniejszając ilość i intensywność treningów które można przeprowadzić w ciągu roku. Szereg badań wykazał, że suplementacja koenzymem Q10 bardzo wyraźnie zmniejszała uszkodzenia mięśni wywołane wysiłkiem (38)(39)(40). Efektem było też zwiększenie maksymalnej siły jaką zawodnicy uzyskiwali podczas wysiłku na wysokim obciążeniu (44).

Sprawne naczynia krwionośne są potrzebne w każdej dyscyplinie. Największe znaczenie mają oczywiście w biegach długodystansowych i innych dyscyplinach wytrzymałościowych, gdzie po prostu wygrywa zawodnik z lepszym krążeniem. W sportach walki zawodnik z mocniejszym sercem będzie tym, który w trzeciej rundzie zada decydujący cios. W piłce nożnej drużyna lepiej przygotowana kondycyjnie zmiażdży rywali w drugiej połowie. Nawet w treningu kulturystycznym to krążenie decyduje o tym, jak szybko mięśnie się zregenerują, a tym samym zadecyduje o tym, ile razy w ciągu roku dany mięsień będzie można „zmęczyć”, co w praktyce decyduje o tempie przyrostu. Obecnie prawdopodobnie nie ma substancji, która może równać się z koenzymem Q10 jeśli chodzi o wzmacnianie serca – jego podawanie dwukrotnie zmniejszyło śmiertelność z powodu schorzeń układu krążenia (41).

Koenzym Q10 wykazuje również działanie antydepresyjne. Każdy kto kiedyś próbował ćwiczyć częściej niż raz – dwa razy w tygodniu wie, że największym wrogiem jest tak naprawdę lenistwo i zniechęcenie. Na każdych 20 ludzi zaczynających trening, 19 się zniechęca i nigdy nie osiąga swojego maksimum tylko przez to, że przestali ćwiczyć. Przeświadczenie, że się nie uda, że nie ma sensu, że po co – każdy chyba zna to uczucie. Osoby, które często odczuwają takie zniechęcenie prawdopodobnie mają subkliniczną, nie zdiagnozowaną depresję – i tu można wspomnieć o koenzymie. Zbadano jego poziom u osób cierpiących na zaburzenia depresyjne i porównano z grupą ludzi zdrowych. Ponad połowa chorych miała stężenie Q10 we krwi niższe, niż najniższy poziom zanotowany u ludzi zdrowych (42)! Przy tak gigantycznej różnicy nie ma mowy o pomyłce. Suplementacja samym koenzymem bardzo wyraźnie poprawiła samopoczucie i chęć do treningu (43).

WITAMINA D3

Niezbędna w każdym zestawie suplementów będzie witamina D3. Powstaje ona w skórze pod wpływem mocnego słońca, co oznacza, że przez większą część roku cierpimy z powodu niedoborów. Wspomaga ona organizm na wiele sposobów.
Po pierwsze, suplementacja zwiększa poziom testosteronu – w jednym z badań nawet niewielkie dawki zwiększyły go o około 25% (5). Praktycznie każdy sportowiec odniesie z tego korzyści. To właśnie testosteron jest powodem, dla którego kobiety w praktycznie żadnej dyscyplinie sportowej nie mogą się równać z mężczyznami. Dzięki niemu mężczyźni mają więcej mięśni, są o wiele silniejsi, mają większą koordynację ruchową, większą wytrzymałość w czasie biegu. Naturalne zwiększanie poziomu testosteronu ma podobny efekt, jak najpopularniejsze środki dopingujące – ale bez ich skutków ubocznych!
Drugim niezwykle ważnym efektem jest zwiększenie gęstości kości (6)(7). Bez względu na to, jaką dyscypliną sportową się zajmujemy, mocne kości są podstawą. Osoby fascynujące się sportami walki zapewne pamiętają niedawną kontuzję, gdy jeden z najlepszych zawodników wszechczasów złamał sobie nogę próbując kopnąć przeciwnika. Złamania są poważnym problemem w niemal każdym sporcie kontaktowym – czy to będzie piłka nożna, czy koszykówka. Biegacze są często dręczeni bólem piszczeli, który jest objawem osłabienia kości w tym miejscu. Ale największe chyba znaczenie kości mają w treningu siłowym. Bardzo niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że nasz organizm wybuduje tylko tyle mięśni, ile może wykorzystać bez ryzyka połamania się. Co oznacza, że ludzie ze skrajnie słabymi kośćmi po prostu nigdy nie nabiorą masy mięśniowej, chyba że oszukają swoje ciała za pomocą anabolików. Gęstość kości jest jednym z najlepszych wyznaczników siły fizycznej (8)(9)(10). Każdy niemal lekarzy czy trener wie, że trening mięśni zwiększy gęstość kości, ale niewielu zdaje sobie sprawę z odwrotnej zależności.
Nie możemy ćwiczyć, jeśli chorujemy. Osoby poważniej zajmujące się sportem wiedzą, że głupia grypa potrafi cofnąć człowieka o kilka miesięcy wstecz. Kilka poważnych schorzeń potrafi doprowadzić do tego, że po roku intensywnych treningów zamiast poczynić postępy, cofamy się.I tutaj witamina D3 może przyjść z pomocą – suplementacja obniża ilość zachorowań nawet o ponad połowę (11)(12). To jest zresztą główna przyczyna, dla której nie zapadamy na grypy w ciągu lata, a najczęściej na wiosnę – gdy poziom D3 jest najniższy.
Ciało ludzkie w ciągu zaledwie 10 minut opalania potrafi wytworzyć do 20 000 IU (j.m.) witaminy D3. Lekarze często wmawiają nam, że wystarczy brać 200 do 400 IU dziennie, aby zapewnić sobie 100% zapotrzebowania – co nie tylko wygląda komicznie w porównaniu do tego, ile produkuje nasza skóra, ale też jest równe zapotrzebowaniu niemowlęcia. Ważący pięć kilogramów niemowlak ma według oficjalnych, ustalonych przez koncerny farmaceutyczne norm takie samo zapotrzebowanie, jak ważący 100 kg mężczyzna. Oczywiście żadne badania nie potwierdziły skuteczności takich dawek, w praktyce aby osiągnąć poziom zabezpieczający przed schorzeniami, taki jaki mają ludzie żyjący w okolicy równika, czyli w naszym naturalnym środowisku (gdzie możemy przeżyć bez pomocy ciepłych ubrań i centralnego ogrzewania), musimy spożywać od 2000 do 5000 IU dziennie (16). Należy też podkreślić, że w historii medycyny nie było o tej pory ani jednego przypadku zatrucia osoby dorosłej witaminą D3 w dawce niższej niż 40 000 IU dziennie – a nawet tak wysokie dawki powodowały zatrucie dopiero po wielu miesiącach przyjmowania.

CYNK

Kolejnym niezwykłe istotnym, a często pomijanym składnikiem odżywczym jest cynk. Ostatnio co prawda zyskał na popularności, ale w dalszym ciągu jest to zbyt mało. Praktycznie nie zdarza się, aby lekarze zalecali badania pozwalające wykryć niedobór – podobnie zresztą jest w przypadku witaminy D3, ale z nią sprawa jest jasna, w zimie niedobór ma każdy, w lecie – nikt, o ile nie unika słońca, więc zamiast wykonywać drogie testy, można pacjenta zapytać, czy się czasem opala, czy używa filtrów (które praktycznie całkowicie blokują syntezę tej witaminy w organizmie). W przypadku cynku sprawa nie jest tak prosta – nie ma jednoznacznych objawów niedoboru, bez testu nic nie można powiedzieć. A taki test może dosłownie uratować życie, osoby mające najwyższy poziom tego pierwiastka w organizmie umierały na nowotwory kilkukrotnie (!) rzadziej od tych, które miały najniższy (13)(14)(15). Zresztą mało które laboratorium w Polsce potrafi wykonać wiarygodne badanie – standardowy pomiar stężenia we krwi jest bezwartościowy. Rola cynku w procesie wspomagania treningu jest bardzo zbliżona do tej, jaką pełni witamina D – czyli zapobiega on infekcjom (17)(18)(19)(20), wzmacnia kości (21)(22) oraz podnosi wyraźnie poziom testosteronu (23)(24). Dodatkowo jest niezbędnym składnikiem wielu hormonów i enzymów, bez niego po prostu nie potrafimy prawidłowo strawić i przyswoić pożywienia. Idealnym rozwiązaniem jest dostępna na rynku mieszanka cynku i spiruliny, która uzupełnia nie tylko ten jeden pierwiastek, ale też cały szereg substancji zawartych w spirulinie – glon ten jest na tyle zdrowy, że suplementacja tylko nim wyraźnie poprawiła wyniki sportowe (25).

KWASY OMEGA 3

Ciężko przecenić rolę kwasów omega 3. Każda pojedyncza komórka w naszym ciele jest otoczona błoną – która jest zbudowana między innymi z omega 3 oraz omega 6. Dopóki w naszej diecie jest równowaga pomiędzy jednymi a drugimi, wszystko jest OK. Jeśli jednak jedne z z nich osiągają znaczącą przewagę – komórki stopniowo zaczynają się nimi coraz mocniej wysycać. Całe ciało stopniowo zaczyna się degenerować. Niestety, przez ostatnie kilkadziesiąt lat w naszej diecie taką właśnie przewagę zdobyły kwasy omega 6 – głównie za sprawą zwiększonego wykorzystania oleju słonecznikowego w przemyśle spożywczym, oraz za sprawą karmienia zwierząt hodowlanych soją. Mięso czy mleko zwierząt które pasą się na łące ma kilkakrotnie więcej omega 3 niż tych karmionych komercyjnymi mieszankami paszowymi. W celu odwrócenia niewłaściwych proporcji trzeba przez długie miesiące spożywać duże ilości omega 3. Jest to kosztowne, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę to, że tańsze produkty są z reguły zanieczyszczone metalami ciężkimi, zaś podczas procesu produkcyjnego spora ilość kwasów tłuszczowych po prostu się utlenia – powinno się wyszukiwać omegi produkowane z drobnych ryb z połowów dalekomorskich. Nie jest to tanie, ale taka terapia zapewnia korektę poziomu omeg, a tym samym poprawę stanu zdrowia na długie, długie lata. Błony komórkowe wysycają się powoli, ale efekt utrzymuje się bardzo długo. Jakie efekty przynosi suplementacja? Regularnie przyjmowana omega 3 w ciągu kilku miesięcy wyraźnie poprawiała nastrój, zwiększała wiarę w siebie i chęć do działania, efekt narastał do momentu zakończenia badań i wszystko wskazuje na to, że trwałby dalej, czyli ciągła wielomiesięczna suplementacja prowadziłaby do ciągłego, równomiernego wzrostu nastroju i pozytywnego myślenia(26)(27). I nie ma co się dziwić, skoro ktoś przez 20 lat wysycał swój organizm nadmiarem kwasów omega 6, nie powinien spodziewać się ze miesiąc czy dwa rozwiążą ten problem – podobnie jak nikt w miesiąc czy dwa nie wytrenuje się do wysokiego poziomu, jeśli wcześniej 20 lat leżał do góry brzuchem. Drugą korzyścią, nie do przecenienia, jest poprawa wydolności układu krążenia. Szereg badań potwierdziło silny, pozytywny efekt suplementacji (28)(29)(30)(31). Nie ma w zasadzie dyscypliny sportowej, która nie wystawia stawów na ciężką próbę. Tutaj też omegi są przydatne – umożliwiają one prawidłowe „smarowanie” stawu, co wydatnie zwiększa jego żywotność, efekt jest tak silny, że suplementacja pozwalała osobom cierpiącym na zapalenia stawów odstawić leki (32). W czasie suplementacji powinno się celować w 2000 mg EPA dziennie.

MAGNEZ

Kochany magnez, pierwiastek życia. Każdy, kto miał spory niedobór i uzupełni go suplementacją może potwierdzić, że efekt przerasta wszelkie oczekiwania. Człowiek z wiecznie zmęczonego, niewyspanego i nerwowego zombie bez energii przeistacza się w spokojną, pewną siebie i tryskającą energią istotę. Bez wchodzenia w szczegóły – grupę kilkudziesięciu normalnie się odżywiających, młodych mężczyzn podzielono na dwie podgrupy, jedna dostała magnez, druga tabletki z placebo, wysłano ich na siłownię. Po kilku miesiącach porównano efekty. Osoby biorące magnez miały dużo większe postępy (33). Co składa się na taki efekt? Magnez znacząco poprawia samopoczucie i zwiększa chęci do ćwiczeń (34), bardzo mocno poprawia sprawność układu krążenia (35)(36), a także poprawia gospodarkę cukrem co zmniejsza poziom tkanki tłuszczowej i zwiększa energię (37). Dziennie powinno się suplementować około 300 mg.

KARNITYNA

Wisienką na torcie będzie karnityna. Reklamowana jako spalacz tłuszczu, ale – szczerze mówiąc – jej spalające działanie jest dość mizerne. Za to ma szereg innych, długofalowych efektów. Jednym z nich jest ochrona układu krwionośnego. Karnityna jest jednym z głównych „paliw” dla serca, pozwalając mu pracować efektywniej i zmniejszając mikrouszkodzenia do których dochodzi podczas nadmiernego wysiłku. Wielokrotnie badaniami potwierdzano jej działanie ochronne (45)(46)(47). Wykazano, że ma silne działanie wzmacniające kości (48)(49). Błyskawicznie regulowała gospodarkę cukrem, co jest bardzo ważne przy każdym rodzaju sportu (50).

Stowarzyszenie Medycyny Mitochondrialnej poleca:

Quinomit_50
Zobacz w sklepie

Quinomit Q10 fluid

 

 

Najbardziej zaawansowana naukowo i technologicznie forma płynna koenzymu Q10 w postaci nanocząsteczek...

Zobacz w sklepie
Witamina_D3_MSE
Zobacz w sklepie

Witamina D3 MSE

 

 

W 100% naturalna witamina D3 izolowana z lanoliny (wosku
zwierzęcego znajdującego się w owczej wełnie) - wytworzona pod wpływem słońca - dzięki temu 70% lepiej przyswajalna niż inne formy.

Zobacz w sklepie
Cynk_MSE
Zobacz w sklepie

Cynk dwuwartościowy MSE

 

 

Naturalny preparat pozyskany z mikroalgi spiruliny platensis i uzupełniony o jej właściwości...

Zobacz w sklepie
EnzOmega_MSE
Zobacz w sklepie

EnzOmega MSE

 

 

Zawiera kwasy omega 3 w idealnych proporcjach, proces destylacji molekularnej zapewnia najwyższą...

Zobacz w sklepie
Magnez_MSE
Zobacz w sklepie

Magnez MSE

 

 

Naturalny magnez o przedłużonym uwalnianiu. Wysoka dawka (300 mg) skutecznie uzupełnia niedobory...

Zobacz w sklepie
L-karnityna_MSE
Zobacz w sklepie

L-karnityna MSE

 

 

Postać winianu l-karnityny jest doskonale przyswajalna i zapewnia natychmiastowe wysycenie organizmu...

Zobacz w sklepie

1. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/22150425
2. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2129168/
3. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/1400008
4.http://bieganie.pl/?show=1&cat=101&id=1551
5.http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/21154195
6. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/11180916
7. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/8062152
8. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/2382585
9. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/14723784
10. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/7500629
11.http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/20219962
12. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2581841/
13. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3518236/
14. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/19235036
15. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/15713965
16. http://ajcn.nutrition.org/content/69/5/842.full
17. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/21352302
18. http://www.bmj.com/content/324/7350/1358
19. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/8878145
20. http://cid.oxfordjournals.org/content/50/12/1653.full
21. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/15934321
22. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/15321813
23. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/7271365
24. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/8875519
25.http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/20010119
26. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/16337677
27. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/19499625
28. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/16301356
29. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/2571009
30. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/10465168
31. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/7911176
32. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/17014011
33. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/1619184
34. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/16542786
35. http://www.mgwater.com/marxneut.shtml
36. http://circ.ahajournals.org/content/102/19/2353.full
37. http://care.diabetesjournals.org/content/26/4/1147.full
38. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/2018527
39. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/18198662
40. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/18284711
41. http://www.sciencedaily.com/releases/2013/05/130525143852.htm
42. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/20010493
43. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/18272335
44. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3661336/
45. ‘L-Carnitine in the Secondary Prevention of Cardiovascular Disease: Systematic Review and Meta-analysis’ http://www.medpagetoday.com/upload/2013/4/12/jmcp_ft88_4_2.pdf
46. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/12751052
47. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/15591005
48. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/21039033
49. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/18539446
50. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/19620516