Schorzenia tarczycy są w naszym kraju wyjątkowo poważnym problemem. Nawet nie dlatego, że większość z nas nie otrzymuje w pożywieniu odpowiedniej ilości jodu, nie z powodu dużego zanieczyszczenia metalami ciężkimi – pamiątce po tym, jak ZSRR przerzuciło na nasz teren „najbrudniejszą” produkcję, zaś prąd uzyskiwaliśmy z najbardziej zanieczyszczającego źródła jakie tylko można sobie wyobrazić.

Najpoważniejszym problemem jest u nas stan służby zdrowia. Leczenie powinien prowadzić wyspecjalizowany endokrynolog, tych niestety brakuje. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę z przyczyn tego stanu rzeczy. Młodzi lekarze chcą zostać endokrynologami. Pieniądze na kształcenie są. W Polsce powinno się rocznie kształcić kilkudziesięciu takich specjalistów, a miejsca są dla dosłownie kilku. Powszechnie uważa się, że celem takiej polityki jest zapewnienie maksymalnych dochodów oraz swoistej „nietykalności” dla starej kadry.

Jakie by nie były przyczyny, specjalistów od chorób tarczycy brakuje, kolejki są monstrualne, a jakość ich usług – delikatnie mówiąc – nie powala na kolana. W rezultacie całe rzesze ludzi albo jest źle leczonych, albo w ogóle nie ma diagnozy. Prewencja jest więc u nas szczególnie istotna, gdyż jeśli zachorujemy, jest bardzo duże ryzyko, że po prostu nie otrzymamy odpowiedniej pomocy. Na początek trochę teorii.

Czym jest tarczyca?

Jest to drobny gruczoł, położony na szyi obok tchawicy, którego jedyną funkcją jest wytwarzanie hormonów sterujących „szybkością” przemian w naszym ciele. Można go porównać do pedału gazu w samochodzie – im mocniej pracuje ten gruczoł (jest wciśnięty pedał), tym więcej „paliwa” jest zużywane i tym szybciej jedziemy (tym więcej energii spalamy i tym szybciej wszystko przebiega). Tak jak w samochodzie, w organizmie ludzkim też są konsekwencje zarówno nadmiernego „gazowania”, jak i zbyt słabego, co więcej analogia jest zaskakująco celna – w samochodzie przy zbyt dużym spalaniu zniszczy się silnik, u człowieka serce. Zbyt niskie spowoduje, że ten silnik może się zatrzymać – i takie też jest zagrożenie przy drastycznym spadku poziomu hormonów.

Podczas diagnostyki schorzeń bada się zazwyczaj trzy hormony – TSH, FT3 i FT4. Pierwszy z nich nie jest właściwie hormonem samej tarczycy, wydziela go przysadka mózgowa i w naszej analogii można go porównać do tego, jak mocno nasz organizm próbuje „wcisnąć” pedał gazu. Jeśli z jakiegoś powodu tarczyca nie jest w stanie wydzielić hormonów, przysadka stara się „wcisnąć” ją do samej podłogi i poziom TSH potrafi wtedy być bardzo wysoki. Nie oznacza to, że spalanie jest duże – niemal zawsze jest wprost przeciwnie, pomimo tego „dociskania” silnik ledwo ciągnie. Wyjątkiem są bardzo rzadkie i niezwykle niebezpieczne zaburzenia pracy samej przysadki.

Zbyt niski poziom TSH oznacza zazwyczaj, że tarczyca z jakiegoś powodu produkuje nadmiar hormonów i nasze ciało próbuje „zdjąć nogę z gazu” – często nie daje to efektu, gdyż produkcja jest stymulowana przez guz albo proces autoimmunologiczny, niezależnie od naszych mechanizmów regulujących.

FT4 to hormon produkowany przez samą tarczycę i jego wynik mówi nam, czy pracuje ona prawidłowo. Przy czym należy pamiętać, że jest cała grupa schorzeń, w których nasze ciało celowo „zwalnia”, by uniknąć problemów, co często unika słabszym albo nadmiernie przeciążonym pacjentami endokrynologom. Przykładem może być niedobór żelaza, gdy spada poziom hormonów, chociaż sama tarczyca i mechanizmy jej regulowania są w jak najwyższym porządku. Podobnie jest w stanach niedożywienia. Nasze ciało ratuje się w ten sposób przed spaleniem resztek zasobów, „zwalnia” dla własnego dobra i „jedzie” bardzo ekonomicznie.

FT3 to aktywniejszy hormon, mający dla tkanek większe znaczenie. Jego poziom jest niejako wskaźnikiem pomocniczym – jest on wytwarzany głównie w innych miejscach i zależy od innych czynników, takich jak wysycenie ciała selenem czy stan wątroby. Zdarza się, że tarczyca produkuje odpowiednią ilość FT4, przysadka stymuluje ją prawidłowo, ale nasze ciało ma problem z zamianą go w FT3.

Niedoczynność tarczycy

Gdy poziom hormonów jest zbyt niski w stosunku do potrzeb organizmu (i tu uwaga – każdy organizm ma różne potrzeby, osoba z niskim poziomem żelaza albo anoreksją będzie miała prawidłowy poziom dużo niżej, niż dajmy na to sportowiec) mówimy o niedoczynności tarczycy. Jest to najczęściej spotykany problem, dotyka on pomiędzy 5% a 15% populacji (1). Przyczyny to najczęściej zbyt niski poziom jodu w pożywieniu, niedobór selenu oraz procesy autoimmunologiczne, niszczące ten gruczoł.

Objawy są dość trudne do postawienia jednoznacznej diagnozy – jeśli proces chorobowy nie jest bardzo mocno nasilony, niezwykle łatwo pomylić go z depresją, co zresztą bardzo często się dzieje.

Często jedynym symptomem jest obniżone samopoczucie. Spada chęć do życia, chory nie ma ochoty wstawać z łóżka, nic go nie cieszy, patrzy obojętnie na porażki. To może w podstępny sposób całkowicie zniszczyć życie. Wolność wyboru to tak naprawdę wielka iluzja – doskonale widać to właśnie na przykładzie depresji. Zdrowy człowiek ukończy dobre studia, już w czasie ich trwania zdobędzie doświadczenie w zawodzie, znajdzie interesującą i dobrze płatną pracę, będzie dużo dawał rodzinie. Ten z depresją będzie żył z dnia na dzień. Można powiedzieć „takiego dokonali wyboru”, tyle że gdyby to ten pierwszy miał niski poziom serotoniny – to on żyłby od pierwszego do pierwszego, a ten drugi po podjęciu leczenia rozpocznie życie wypełnione szczęściem i sukcesami.

Często słyszy się, że w życiu wszystko można zmienić, tylko trzeba chcieć. I jest to w pewnym sensie prawda. Tyle, że to „chcieć” nie zależy nie tyle od tego, co sobie powiemy czy jaką decyzję podejmiemy, co bardziej od poziomu hormonów w naszym organizmie. Jest to teoria szczególnie nie lubiana przez tych, którzy mają ten poziom bardzo wysoki i wszystko przychodzi im dużo łatwiej.

W przypadku bardziej zaawansowanej choroby pojawiają się dodatkowe objawy, z których jednak wiele jest zbliżonych do tych występujących w innych schorzeniach. Bardzo charakterystyczne jest wysychanie i lekkie przebarwienie skóry, szczególnie na łokciach i kolanach, mówi się o „objawie brudnych kolan”, gdyż wysuszona skóra z nadmiarem pigmentu wygląda trochę jak lekko zabłocona.

Kończyny stają się zimne, chory nie może się ogrzać – i tu uwaga, identycznie objawiają się przewlekłe infekcje. Zaczynają wypadać włosy – co jednak też często pojawia się w innych schorzeniach, na przykład w niedoborze żelaza. Zdarzają się też bóle brzucha i zatwardzenia. Przestrzegam przed próbą samodzielnej diagnozy na podstawie często spotykanych w internecie list objawów. Bardzo często „100% pewna niedoczynność” okazuje się czymś zupełnie innym, co więcej – nawet niski poziom FT3 i FT4 nie przesądzają o diagnozie, gdyż są stany chorobowe w których ich spadek jest najzupełniej normalny.

Nadczynność tarczycy

Nadczynność – stan, w którym hormony są zbyt wysoko – jest rzadziej spotykany (dotyka jednej osoby na kilka tysięcy (2)) i o wiele groźniejszy. Nagle rozwijająca się choroba może w krótkim czasie zabić, albo sprawić że człowiek zostanie inwalidą. Tutaj ciężko mówić o objawach, gdyż zazwyczaj chory dość szybko trafia do szpitala. Pojawia się podwyższona temperatura, rozwolnienia a także szybka utrata wagi. W przeciwieństwie do infekcji układu pokarmowego, osoba dotknięta nadczynnością będzie ciągle czuć, że jest jej zbyt ciepło, do tego stopnia,  że w zimie może chodzić w samym podkoszulku.

Głównym problemem, z jakim przeciętny człowiek może się zetknąć jest niedoczynność. I tu pojawia się pytanie – czy można w jakiś sposób jej zapobiegać?

SELEN

I tu warto przyjrzeć się selenowi. Ten pierwiastek jest niezbędnym elementem pracy tarczycy. Nie tylko chroni ją przed działaniem niekorzystnych czynników środowiskowych, czasem dosłownie ratując przed zniszczeniem, ale też umożliwia hormonom zamianę z FT4 na FT3 już po opuszczeniu tego gruczołu.

W Polsce jego niedobory są powszechne, w związku  tym zalecana jest suplementacja (3). Jeśli lekarz wmawia wam, że jest inaczej, że suplementy to wymysł i wszystko znajdzie się w diecie – zmieńcie lekarza ! Co prawda ogromna ilość przeróżnych tabletek faktycznie jest jedną wielką ściemą, ale są wśród nich wręcz niezbędne do prawidłowego funkcjonowania. W Polsce selenu po prostu nie ma w glebie, więc najzwyczajniej w świecie nie ma jak znaleźć się w codziennej diecie.

Hashimoto

Chyba najczęściej słyszy się o autoimmunologicznym zapaleniu tarczycy – Hashimoto. Jest to schorzenie którego przyczyny są nieznane, ale dotyka coraz więcej osób. Być może światło na zagadkę powstawania tej choroby mogą rzucić próby kliniczne z selenem (4)(5)(6). W porównaniu do placebo, chorzy na Hashimoto którzy otrzymali selen zaczęli po prostu zdrowieć – przeciwciała zaczęły znikać z ich krwi, USG wykazało zatrzymanie się zmian w tarczycy, u jednej z prób klinicznych co czwarty pacjent otrzymujący selen po prostu całkowicie wyzdrowiał.

Skoro po uzupełnieniu selenu osoba chorująca na chorobę autoimmunologiczną zdrowieje, czy przypadkiem nie jest tak, że schorzenie to jest po prostu objawem niedoboru? Czy gdyby ci wszyscy pacjenci dostali zalecenie suplementacji zanim choroba się rozwinęła – zachorowaliby?

Chyba nieprędko znajdzie się odpowiedź na te pytania – pomimo tak dużego potencjału, jaki kryje się w selenie, nie są prowadzone szczegółowe badania. Niemniej można chyba bez ryzyka powiedzieć, że przynajmniej ci, którzy całkowicie wyzdrowieli po suplementacji – nigdy by nie zachorowali, gdyby zrobili to wcześniej.

Prawdopodobnie rozwiązanie nie jest tak proste, „jedz selen – nie zachorujesz, nie jedz – zachorujesz”. Zapewne dużą rolę odgrywa wysycenie ciała innymi antyoksydantami czy narażenie na metale ciężkie. Niemniej próby kliniczne bez wątpliwości pokazały, że pierwiastek ten jest tutaj podstawą, na tyle istotną, że bardzo często uzupełnienie tego jednego niedoboru wystarczy, by całkowicie wyzdrowieć.

Nieco inaczej przedstawia się sytuacja w przypadku niedoczynności tarczycy z niedoboru jodu. Tutaj suplementacja samym selenem nie jest wskazana, może wręcz poważnie zaszkodzić (7). W zasadzie jedyna funkcja, jaką tarczyca pełni w naszym organizmie to zamiana jodu w hormony. Jeśli tego pierwiastka zabraknie, musi pojawić się niedoczynność. Jednym z najczęściej spotykanych błędów jest podawanie pacjentom z niedoborem tego pierwiastka zastępczej terapii hormonalnej, zamiast suplementów które go zawierają.

Co się jednak stanie, gdy pacjent z długotrwałym niedoborem jodu nagle go uzupełni? Tu mamy przykrą niespodziankę – jest bardzo duże ryzyko, że pojawi się autoimmunologiczne zapalenie tarczycy, w niektórych badaniach w dosłownie co drugim przypadku (8)(9). Ostatnio niezwykle „modne” stało się suplementowanie tego pierwiastka dużymi dawkami, przypuszczam, że setki albo i tysiące osób w naszym kraju zostało już przez to inwalidami. I tu właśnie jest miejsce dla selenu – co prawda sam w sobie nie sprawi, że nagle w magiczny sposób znikąd pojawi się w naszym organizmie jod, więc po prostu fizycznie nie ma prawa wyleczyć takiej niedoczynności. Ale jego zastosowanie równolegle z tym pierwiastkiem zmniejszy ryzyko bardzo groźnych dla zdrowia powikłań!

Na koniec pozostaje przyjrzeć się nadczynności – także i tutaj suplementacja okazuje się niezwykle pomocna. W jednej z prób klinicznych w chorobie Gravesa udało się uzyskać znaczne spowolnienie rozwoju choroby oraz bardzo duże zmniejszenie towarzyszących jej skutków (10).

 

Stowarzyszenie Medycyny Mitochondrialnej poleca:

Selen_MSE
Zobacz w sklepie

Selen MSE

 

 

Naturalny preparat w postaci L-Selenometioniny pozyskany z mikroalgi spiruliny platensis...

Zobacz w sklepie
  1. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3970282/
  2. http://bmb.oxfordjournals.org/content/99/1/39.full
  3. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/11934251]
  4. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/11932302
  5. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/23744563
  6. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/14757967
  7. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/2045471
  8. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/16868134
  9. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/1345585
  10. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/21591944