Dieta bezmięsna wzbudza wiele kontrowersji. Z jednej strony – grupa ludzi kierująca się głównie pobudkami moralnymi twierdzi, że każdy jedzący mięso to zwyrodnialec – niestety, taka tania moralność dzieląca świat na dobrych i złych zawsze będzie popularna.

Z drugiej strony barykady mamy osoby, które gdy tylko usłyszą zwrot „wegetarianizm” zamieniają się w ekspertów od dietetyki.

Co prawda nie odróżnią białka od podbiału, potrzebują 15 różnych tabletek (na cholesterol, na ciśnienie, na cukier…), żeby w ogóle utrzymać się przy życiu – ale wiedzą, że każdy wegetarianin w przeciągu kilku miesięcy, góra kilku lat umiera z powodu jakiegoś losowego niedoboru żywieniowego. Innymi słowy – trwa mała wojna pomiędzy fanatycznymi zwolennikami, a równie fanatycznymi przeciwnikami.

Bardzo ciężko znaleźć rozsądne informacje na temat tego sposobu odżywiania. Trafia się z reguły na witryny internetowe prowadzone przez przedstawicieli jednego z tych frontów – albo całkowicie bezkrytycznie wychwalające dietę, albo równie bezsensownie ją atakujące.

Głównym problemem jest bardzo duża rozbieżność – osoba odżywiająca się czipsami, lodami i ,,cocacolą” jest wegetarianinem. Ktoś, kto nie je dosłownie nic i się głodzi – siłą rzeczy również (stąd zresztą pojawiające się czasem sensacyjne doniesienia o „weganach” którzy zagłodzili dziecko, jak się okazuje, karmione głównie wodą).

W zasadzie nie istnieje coś takiego jak „dieta wegetariańska” – jest to zbiór krańcowo różnych sposobów odżywiania, niektóre zdrowe, inne nie.

Dużym problemem jest też przemożna chęć ludzi do usprawiedliwiania rzeczy, które sprawiają im przyjemność. Dlatego tak dużą popularnością cieszą się doniesienia o jakimś jednym pozytywnym efekcie na przykład kieliszka wina do obiadu – przy czym całkowicie ignoruje się tysiące artykułów opisujących szkodliwe efekty nawet małych ilości alkoholu.

Ewolucja wykształciła w nas bardzo dużą chęć do jedzenia tłustych i słonych rzeczy – jako że z reguły mają one dużo kalorii, a naszym przodkom w zasadzie co roku groziła śmierć z głodu.

Niestety, ten sam mechanizm, który ratował im życie – teraz nas zabija, umieramy z przejedzenia. Dlatego na przeróżnych blogach można czasem spotkać się z twierdzeniami, że tłuszcz jest OK, że nikt nigdy nie wykazał jego szkodliwości, przy czym autorzy powołują się na jakieś jedno badanie, ignorując oczywiście setki badań przeczących ich tezie. Kochamy się okłamywać i nic tego nie zmieni.

Wiadomo, że wegetarianie i weganie żyją nieco dłużej i nieco rzadziej chorują na kilka schorzeń.

Wiadomo, że duża konsumpcja mięsa i nabiału wiąże się ze zwiększonym ryzykiem ich występowania. Ale z powodu bardzo dużej rozbieżności modeli żywieniowych wegetarian, ciężko o ścisłe badania. Teoretycznie osoba jedząca raz w miesiącu plasterek szynki, a poza tym same warzywa i owoce, nie jest na diecie bezmięsnej, zaś ktoś spożywający głównie frytki i piwo – jest. W tym wypadku wszystkożerca będzie dużo zdrowszy, ale czy to ma jakikolwiek związek z tym comiesięcznym plasterkiem szynki?

Osobiście nie rozumiem ludzi, którzy za wszelką cenę unikają mikroilości produktów odzwierzęcych (na przykład odrobiny tłuszczu w już zrobionej przez kogoś zupie) czy osłonek żelatynowych w lekach.

Jest to postawa mająca więcej wspólnego z jakąś dziwną religią, niż z moralnością. Jeśli ktoś naprawdę dbałby o „etyczność” swojego posiłku, powinien w pierwszej kolejności sprawdzić, ile odpadów zostało wytworzonych w procesie produkcji, jak długo trzeba go było transportować, czy nie wykorzystywano dzieci na plantacjach i tak dalej.

Podejrzewam, że takie wręcz fanatyczne odrzucanie wszystkiego, co stało na półce w sklepie obok mięsa jest swego rodzaju uspokajaczem sumienia, albo wręcz głaskaniem swojego ego, „jestem lepszy od innych bo nie zjadłem tabletki z żelatyną, uratowałem jedną milionową krowy, zamiast tego zjadłem na obiad banany, przy wypalaniu dżungli pod ich plantację spłonęło żywcem kilka tysięcy zwierząt, ale ja ich nie zjadłem”.

Aby w pełni ocenić jakąś dietę, trzeba mieć bardzo wyraźne zasady – nie tylko „nie jedz mięsa”, ale też należy w miarę dokładnie ustalić, co wolno a czego nie, tak, aby można było przekonać całą grupę osób do przestrzegania w miarę ujednoliconych zasad. Następnie stan zdrowia tej – świeżo przekonanej – grupy powinno się porównać z osobami żywiącymi się „tradycyjnie”.

O ile mi wiadomo, do tej pory tylko jeden naukowiec przeprowadził tego typu badanie – dr Ornish.

Opracowany przez niego sposób odżywiania był dość rygorystyczny – całkowicie zrezygnował z tłuszczu nasyconego, cukru, kofeiny czy produktów wysokoprzetworzonych. Jego wizja dopuszczała drobne ilości mięsa, więc nie była „religijnym” weganizmem, ale z punktu widzenia dietetyki nie miało to najmniejszego znaczenia. Były to głównie w miarę słabo przetworzone lub wręcz surowe warzywa i owoce, pieczywo z pełnego przemiału i produkty sojowe. Każdy pacjent otrzymał też zestaw suplementów.

Efekty przeszły najśmielsze oczekiwania. Przede wszystkim, udało się cofnąć miażdżycę (1). Tak, to nie pomyłka w tekście – nie zatrzymać, nie spowolnić, ale właśnie cofnąć. Naczynia krwionośne zaczęły się odtykać, przepływ krwi zwiększać, a ilość interwencji medycznych związanych z powikłaniami kardiologicznymi (prostymi słowy – jak często ktoś lądował na pogotowiu z bólem serca lub zawałem) spadała z roku na rok u osób stosujących dietę, zaś rosła u „tradycyjnych”. Można zaryzykować twierdzenie, że gdyby wszyscy się tak odżywiali – oddziały kardiologiczne świeciłyby pustkami. Każdy na pewno słyszał o wegetarianach lub weganach umierających na serce – ale jak pisałem, to że ktoś nie je mięsa nie oznacza automatycznie, że odżywia się zdrowo.

Jeszcze bardziej sensacyjne były wyniki badań nad rakiem prostaty.

Ornish podzielił mężczyzn ze zmianami przednowotworowymi na dwie grupy – znowu jedna otrzymała wskazówki dietetyczne (identyczne jak wyżej), druga – jadła dalej „to co wszyscy”. I w tym wypadku doszło do cofnięcia się choroby (2).

Wiem, że to co piszę jest nieco niewiarygodne, ale są to wyniki badań prowadzonych przez jednego z najwybitniejszych naukowców, pracownika uniwersytetu będącego na szczycie światowych rankingów, sprawdzone i ocenione przez dziesiątki niezależnych instytucji. Zmiany przednowotworowe znikły. W grupie jedzącej „normalnie” co chwilę ktoś lądował na radioterapii, czy zabiegu usunięcia prostaty, wegetarianie zaś mieli coraz niższe PSA i coraz trudniej wykrywalne zmiany. Prawdopodobnie przyczyną aż tak dużej poprawy stanu zdrowia była zmiana garnituru aktywnych genów (3), co każe podejrzewać, że zapewne podobny efekt dieta przyniosłaby przy innych nowotworach. Za wcześnie jest, by mówić o leku na raka, ale przynajmniej w przypadku prostaty mamy coś, co ma skuteczność „szczepionki”.

Pojawi się oczywiście pytanie, czemu – skoro jest to takie skuteczne i oficjalnie przebadane – nie słyszymy tego od lekarzy?

Pytanie jest niezwykle trafne i jak najbardziej uzasadnione. Tyle, że nie powinno być one zadane mi, tylko tym lekarzom.

Mam nadzieję, że o zaletach zdrowotnych odpowiednio dobranych diet bezmięsnych nie trzeba już nikogo przekonywać. Co drugi człowiek zachoruje na raka, co czwarty umrze, przy chorobie serca statystyka jest jeszcze bardziej brutalna. Każdy fragment wiedzy, który pozwala się przed nimi ustrzec jest bezcenny. Niestety – nie jest to „proste, łatwe i przyjemne”. Każdy chciałby dużo i smacznie jeść, każdy chciałby być zdrowy i szczupły. To jest jedna z tych chwil w życiu, gdy nie można mieć wszystkiego.

Pozostaje jedna, ale za to bardzo istotna kwestia – niedobory.

WITAMINA B12

Każdy chyba słyszał o witaminie B12, która jest piętą Achillesa wegetarianizmu. Dr Ornish włączył ją do planu suplementacyjnego. Tu z miejsca powinno się pojawić bardzo słuszne pytanie – skoro w roślinach nie ma B12, to chyba żywienie się wyłącznie nimi nie jest naturalne?

I tu mała niespodzianka – ludzie jedzący mięso bardzo często mają jej niedobory!

W jednym z badań miało go aż 39% mieszkańców USA (4). Jak się okazuje, znajduje się ona w bardzo dużej ilości w brudnej wodzie, gnijącej i fermentującej żywności, a także w owadach i ich larwach. Nasze „naturalne” pożywienie składało się właśnie z takich specjałów. Jak wykazało przytoczone wyżej badanie, nawet częste spożywanie mięsa nie jest wystarczającym źródłem B12 dla człowieka.

Faktem jednak jest, że wegetarianie i weganie bez B12 chorują – jest to bardzo podstępna przypadłość, gdyż rozwija się latami, bardzo powoli i po prostu nie zauważa się tych zmian. W przypadku osób, które przez długi czas odżywiały się w sposób bezmięsny – bardzo dobrą opcją byłoby zastosowanie dużych dawek metylokobalaminy. Nasz organizm wykorzystuje tę witaminę między innymi do transportu grup metylowych, zwłaszcza do mózgu. Przy długotrwałych niedoborach transport ten jest upośledzony i pogłębiają się specyficzne niedobory. Nawet po jej uzupełnieniu, nasze ciało bardzo powoli będzie przyłączać grupy metylowe – można to przyspieszyć zażywając już gotową formę.

Warto podkreślić, że suplementacja B12 jest na wegetarianizmie absolutną koniecznością – można czasem spotkać się z informacjami, że to nieprawda, ale są one rozpowszechniane przez fanatyków, którzy zrobią wszystko, by postawić swoją dietę w lepszym świetle, nawet kosztem zdrowia!

JOD

W Polsce nawet osoby jedzące ryby mają zbyt mało jodu – w jednym z badań niedobory wykryto u 80% dzieci! (5) Wskazane jest stosowanie dowolnej multiwitaminy zawierającej jodek potasu – albo gotowego suplementu właśnie z nim, niestety ciężko cokolwiek dostać w naszym kraju. Odradzam preparaty typu „kelp” z uwagi na dość losową zawartość jodu, bardzo wysoką cenę oraz dużą ilość zanieczyszczeń.

SELEN

Poziom selenu w dużej mierze zależy od lokalnej zawartości w glebach – tam, gdzie jest go dużo, osoby jedzące rośliny nie będą miały niedoborów, ale jeśli go brakuje (a tak jest właśnie w Polsce) – różnice między nimi a osobami spożywającymi ryby (bo to one, a nie mięso zwierząt lądowych zawierają duże ilości) mogą być dość wysokie. Badania przeprowadzone na Słowacji wykazały bardzo duże niedobory selenu wśród wegetarian (6).

Wystarczy dawka rzędu 50 mikrogramów dziennie, aczkolwiek na początku terapii warto przez kilka tygodni albo nawet miesięcy brać większe, zwłaszcza jeśli przez wiele lat było się na diecie bezmięsnej. Selen i jod w miarę możliwości warto uzupełniać równolegle, jako że mają one w organizmie wiele ról nawzajem się uzupełniających.

CYNK

Na dietach wegetariańskich bardzo często brakuje cynku (7). Nie tyle wynika to z bezmięsnego modelu odżywiania, co bardziej z braku tradycji jedzenia wartościowych posiłków tego typu. W Indiach, Chinach czy w Japonii jest niezwykle bogata kuchnia, u nas często obiad wegetarianina to ziemniaki z surówką, podczas gdy reszta rodziny dokłada do tego kotleta. Zresztą wszystkożercy również bardzo często mają duże niedobory.

Niedobory cynku potrafią narastać latami – wtedy trzeba wielu, wielu miesięcy, aby je uzupełnić. Można to zrobić na dwa sposoby – albo bardzo długo brać dawkę około 15 mg dziennie, czasami zajmuje to nawet rok, albo też zastosować znacznie wyższe dawki, 30 czy 45 mg, wtedy jednak nalezy pamiętać o równoległym uzupełnianiu niewielkich dawek miedzi – pierwiastki te konkurują ze sobą i nadmiar jednego wypłucze drugi. Jeśli nie podejrzewamy niedoborów, starczy zapobiegawcza dawka 5 mg dziennie – zresztą wszystkożercy również odnieśliby z takiej „zapobiegawczej” suplementacji wiele korzyści.

KWASY OMEGA 3

Integralną częścią terapii dra Ornisha były kwasy omega 3. Niestety, bardzo ciężko dostać ich wersję wegetariańską, jest też ona bardzo droga. Ilości zalecane przez producentów są z reguły o wiele za niskie i ich główne zadanie to zachęcenie klienta do kupowania produktu – „w końcu nie wyjdzie tak drogo, opakowanie starczy na dwa miesiące…”. Niestety, ale przy dawkach mających znaczenie dla organizmu nasze teoretyczne opakowanie starczy na 2 tygodnie. Alternatywą jest olej lniany, bądź świeżo mielone ziarna lnu – niestety, nie każdy z nas ma organizm potrafiący z dużą skutecznością zamienić roślinne formy omeg na zwierzęce.

Tu wegetarianie stają przed dylematem – mogą złamać swoje zasady i spożywać omega 3 produkowane z ryb, mogą wydać sporo pieniędzy na suplementację EPA i DHA w formie pochodzącej z roślin, mogą też spożywać olej lniany i ryzykować nieco gorsze zdrowie. Sam jestem na tej diecie i bardzo chciałbym móc napisać, że tanie roślinne źródła są równie wartościowe, co zwierzęce – niestety, tak nie jest. Pewną „etyczną” alternatywą jest spożywanie małży – są one w zasadzie pozbawione układu nerwowego i mają niższy poziom świadomości niż mucha czy komar, zawierają sporo aktywnych omega 3, jod, a także takie substancje jak fosfatydyl seryny – dość słabo poznany składnik naszego mózgu, który podnosi sprawność pamięci.

TAURYNA, KARNITYNA

Na dietach bezmięsnych w ogóle niemal nie ma tauryny czy karnityny – dwóch dość istotnych dla zdrowia substancji. Co prawda nasze ciało potrafi je syntetyzować, ale czy jest to wystarczające do pokrycia potrzeb?

Jest wiele prób klinicznych, w których suplementacja pomagała nawet osobom jedzącym mięso, z drugiej strony – dotyczyły one głównie osób chorych. Osoby mające problemy z sercem powinny poważnie zastanowić się nad przynajmniej karnityną, która dość mocno chroni i wzmacnia ten narząd, zapobiegawczo wystarczy 0,3 grama dziennie.

 

Stowarzyszenie Medycyny Mitochondrialnej poleca:

Witamina_B12_MSE-2
Zobacz w sklepie

Witamina B12 MSE

 

 

Metylokobalamina w kompleksie B6, biotyny i kwasu foliowego

Zobacz w sklepie
Selen_MSE
Zobacz w sklepie

Selen MSE

 

 

Naturalny preparat w postaci L-Selenometioniny pozyskany z mikroalgi spiruliny platensis...

Zobacz w sklepie
Cynk_MSE
Zobacz w sklepie

Cynk dwuwartościowy MSE

 

 

Naturalny preparat pozyskany z mikroalgi spiruliny platensis i uzupełniony o jej właściwości...

Zobacz w sklepie
Cynkomit MSE
Zobacz w sklepie

Cynkomit MSE

 

 

Zawiera cynk w skoncentrowanej formie, który jest szczególnie dobrze przyswajalny i bardzo dobrze tolerowany...

Zobacz w sklepie
EnzOmega_MSE
Zobacz w sklepie

EnzOmega MSE

 

 

Zawiera kwasy omega 3 w idealnych proporcjach, proces destylacji molekularnej zapewnia najwyższą...

Zobacz w sklepie
L-karnityna_MSE
Zobacz w sklepie

L-karnityna MSE

 

 

Postać winianu l-karnityny jest doskonale przyswajalna i zapewnia natychmiastowe wysycenie organizmu...

Zobacz w sklepie

1. http://www.ornishspectrum.com/wp-content/uploads/Intensive-lifestyle-changes-for-reversal-of-coronary-heart-disease1.pdf
2. http://ornishspectrum.com/wp-content/uploads/Intensive_Lifestyle_Changes_and_Prostate_Cancer.pdf
3. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/18559852
4. http://www.ars.usda.gov/is/pr/2000/000802.htm
5. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/8055807
6. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/8546880
7. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/18953504